Justice4Poland

Connecting true geography and detailed unfolding of wide variety of crimes perpetrated by German/Ukrainian Nazis and communist Soviet Union on the Polish nation.

Witoldów – pozostały zgliszcza …


Z serii tragicznych wspomnień wołyńskich

Luck - wylew Styru

Czesław S. (ur. 1918): O trzeciej nad ranem byłem w swojej stodole, gdzie miałem urządzoną kryjówkę. Usłyszałem nadjeżdżającą furmankę. Przez szparę między deskami zobaczyłem dwóch mężczyzn z karabinami, którzy zeskoczyli z wozu w stronę domu. Trzeci siedział na wozie. Obok furmanki zauważyłem chłopca (16–17 lat) […] narodowości ukraińskiej, który mieszkał niedaleko mnie w Witoldowie. Mój pies zaczął strasznie ujadać, mordercy skierowali na niego lufy karabinów. Do mieszkania weszli przez niezamknięte drzwi. Strzelali z bliska w głowy. Mózg był na ścianach pokoju. Wszystkie osoby leżały na podłodze we krwi. Czesław Z. został zabity na kanapie. Moja żona Janina klęczała z rozkrzyżowanymi rękami. Widocznie uklękła, prosząc o darowanie życia. Teściowa upadła pod stół, przewracając naczynia i butelki. Po wymordowaniu mojej rodziny w mieszkaniu, mordercy wpadli do stodoły, szukając mnie. „Nie ma joho, wtikł” [Nie ma go, uciekł] — mówili. […] Usłyszałem odjazd furmanki zaprzężonej w dwa konie. Chciałem uciekać do sąsiada Konstantego S., ale ponieważ mordercy pojechali w kierunku jego gospodarstwa, cofnąłem się. Zdążyłem zobaczyć, że S. wyprowadza dwa konie i rocznego źrebaka na łąkę obok sadu. […] Po kilku minutach zobaczyłem, jak mordercy łapią go przy koniach i prowadzą do domu. Przerażony wróciłem na własne podwórze i schowałem się do piwnicznej kryjówki obok stodoły, gdzie przesiedziałem do godziny dziesiątej. […] [Potem] widziałem pomordowanych S., postrzelanych i porąbanych siekierami. Konstanty leżał na podłodze z roztrzaskaną głową […], obok leżała […] Balbina S. i ich córeczka Weronika (11 lat). […] Przez trzy dni po tragedii panowała cisza, nikogo nie widziałem. Ukrywając się w zbożu, od czasu do czasu wyglądając, co się dzieje wokół domu, udało mi się spotkać z sąsiadami Ukraińcami […]. Oni wykonali trumny z desek i wykopali dół na mogiłę […]. Pochowaliśmy trójkę pomordowanych obok domu, w sadzie, stawiając na mogile krzyż, który zrobili Ukraińcy.

Ukrainka przyniosła mi bochenek chleba na drogę i rozpłakała się, mówiąc: „My wam nic nie winni, jak będziesz żył, to się dowiesz, kto mordował”. […] W dniu, w którym chowaliśmy w sadzie moją rodzinę […], do gospodarstwa S. przyszli jacyś uzbrojeni osobnicy w kolejowych mundurach. Ukraińcy zostawili trumny i uciekli, obawiając się, że może ich spotkać coś złego. Słysząc, że faktycznie przyjechali Polacy, pobiegłem przywitać się i ze łzami w oczach zobaczyłem kolejarzy polskich z bronią, którzy przyjechali z Włodzimierza Wołyńskiego. […] Julian S. z bratem Feliksem [synowie zamordowanych S.], z siostrzeńcem Zygmuntem M. […], przygotowali mogiłę na podwórzu gospodarstwa, niedaleko studni. Ułożyli w niej trzy trumny i postawili trzy krzyże. Zaraz po tym pogrzebie i odejściu Polaków […], Ukraińcy biegali od jednego do drugiego polskiego gospodarstwa, wzniecając pożary. Pozostały zgliszcza i wypalone sady.

Zygmunt M. (ur. 1925): Gdy skrycie wszedłem do mieszkania [S.], zastałem makabryczny widok. Drzwi były pootwierane, kury chodziły po kuchni i dziobały upieczony przez babcię chleb, leżały łuski po wystrzelonych nabojach. W dużym pokoju znalazłem ciała. Dziadek [Konstanty S.] leżał na podłodze w kałuży krwi, w kożuchu, boso i praktycznie bez głowy. Resztki mózgu widziałem na ścianach i suficie. Część głowy była wbita w szyję obuchem siekiery, tak że widoczny był tylko fragment brody. Na całym ciele miał rany postrzałowe i od siekiery. Obok leżała babcia i Weronika, obie w kałuży krwi. Miały ślady po kulach i rany kłute głowy oraz nóg. Babcia była przerąbana siekierą wzdłuż piersi. […] 14 lipca w godzinach przedpołudniowych, w słoneczny dzień, skrycie, polnymi miedzami, wśród łanów zbóż, podeszliśmy grupą do gospodarstwa dziadków, by na podwórzu pochować ich ciała. […]. Niosłem ciało mego dziadka bez głowy. Kożuch nasiąknięty był krwią i mazią z mózgu. Bardzo spieszyliśmy się, ponieważ od lasu Hromosz słychać było pierwsze strzały bandytów z UPA.

Witoldów, gm. Poryck, pow. Włodzimierz

Wyszukał i wstawił: B. Szarwiło

Za: https://ksiegarnia.karta.org.pl/wp-content/uploads/2016/12/Wolyn-Relacje-swiadkow-historii-_v5.pdf

==========================

http://wolyn.org/index.php/informacje/1005-witoldow-pozostaly-zgliszcza

========================

Moje Kresy – Stanisława Kukurowska

/ foto: Rodzina Wierzbickich w Śmiechowicach

Powoli wynurzał się straszny obraz naszej wsi i ludzi, wyszłam ze swojej kryjówki, wokoło same pogorzeliska, dym i smród nie do wytrzymania. Między domami biegały zwierzęta, kwik koni i ryk krów, niesamowite skowyczenie i wycie psów, tego nie zapomnę do końca swego życia. Nasza samoobrona spełniła swoje zadanie, obroniła większość naszych mieszkańców i gdyby nie oni, banderowcy wymordowaliby wszystkich. Wróg nie dostał się do budynku szkoły, ani do Domu Ludowego i kościoła w Czerwonogrodzie. Z tego co mnie wiadomo, banderowcy bezpośrednio zamordowali tylko cześć jednej rodziny, naszych sąsiadów, w dodatku głowa rodziny była pochodzenia ukraińskiego. Ci co zginęli, zostali zastrzeleni koło swoich obejść, bądź bezpośrednio na drodze w momencie ucieczki w stronę kościoła i Domu Ludowego. Bardzo dużo ludzi było rannych, okaleczonych na całe życie, wielu z nich potem zmarło wskutek odniesionych ran. Zwłoki księdza potem przez dwa dni leżały w kościele, na trzeci dzień pochowano go w głębokim dole po wapnie na przykościelnym placu razem z innymi ofiarami. Zabitych pochowano tak jak leżeli, owinięci jedynie w prześcieradła, księdzu zbito naprędce z desek prowizoryczną trumnę i tak złożono do dołu.

Gdy już było jasno, rodziny zaczęły się poszukiwać, każdy wracał na swoje obejście. Z naszego praktycznie nic nie pozostało. Chata nadpalona, jedno największe pomieszczenie służące jako kuchnia i pokój całkowicie rozwalone, widocznie któryś z Ukraińców rzucił do wnętrza granat sądząc, że ukryliśmy się w środku. Drugie pomieszczenie mniej zniszczone, ogień nie przedostał się do wewnątrz, gdyż były zamknięte blaszane okiennice i banderowcy nie mieli możliwości wrzucenia doń granatu. Zadymienie w nim było tak duże, że czuć go było do końca naszego pobytu we wsi. Stodoła spalona, obora tliła się jeszcze po niedawnym pożarze, w środku podusiły się krowy i cielęta, straszliwie poparzone konie dogorywały, ledwie wyprowadzone na zewnątrz nie mogły ustać na własnych nogach, zdechły jeszcze tego dnia. Ojcu żal było zwierzynę dobić, zresztą czym? Uratowało się jedynie trochę zboża w domowej komorze, dzięki temu, że gliniany sufit w chacie nie przepuścił ognia do wewnątrz. Płacząc, zaczęliśmy robić porządki w obejściu, wyrzucać na śnieg wszystko co spalone i nie nadające się do dalszego użytku. Najważniejszym było przygotowanie jakiegoś legowiska, przecież to zima, w dodatku obawa, czy nie napadną nas powtórnie, zostać na noc czy uciekać, tylko gdzie? W międzyczasie ktoś powiadomił sowiecki garnizon. Owszem dotarli do wsi dopiero wieczorem, objechali wkoło pogorzeliska i odjechali, zostawiając nas na pastwę losu. Mało tego, w niedługim  czasie w wyniku celowego ukraińskiego donosu, 12 mieszkańców, Bogu ducha winnych młodych ludzi, członków samoobrony, zostało przez sowiecką władzę oskarżonych o napad z bronią w ręku na spokojnych Ukraińców. Wyobrażacie to sobie? Hańba ! Wspominałam, że bezpośrednio zamordowano naszych sąsiadów, rodzinę Antoniego Romacha. Pochodził z innej wsi, tu się jednak ożenił z Marią Szymańską i mieszkali obok nas. Był pochodzenia ukraińskiego, lecz nigdy nie podawał się za Ukraińca, to była normalna polska rodzina, która chodziła do naszego kościoła. Na wiosnę 1944 roku, tak jak wielu innych, Antoni został zabrany do wojska, bardzo się tego obawiał, miał poważną wadę serca. Do tegoż roku był wiejskim krawcem, z tego utrzymywał swoją rodzinę. W wojsku, gdy dowiedzieli się w dowództwie jaki ma zawód, zrobili z niego pułkowego krawca. Nie miał czym szyć, brakowało mu maszyny do szycia. Otrzymał zgodę od dowództwa na wyjazd domu po swoją maszynę Singer. Dotarł do wsi, ale do wojska już  nie wrócił, nastąpił atak banderowców. Romachowie wychowywali troje dzieci – Albin (10 lat), Czesława ( 15 lat) i Władysława ( 13 lat). Razem z nimi mieszkała matka Marii – Zofia i siostra Aniela (notabene stara panna). W momencie napadu cała ich rodzina zamiast uciekać ze wszystkimi w stronę kościoła lub do Domu Ludowego, uciekali w stronę ruin zamku i jak potem mówiła jedna z uratowanych dzieci – Władzia „ tato zawsze mówił, jeżeli nas napadną uciekamy do parku a stamtąd do zamku, tam ukryjemy się w lochach”. Zapewne Antoni był w stu procentach przekonany, że w lochach ich nie znajdą. Jednakże jedna z córek Władzia z ciocią Anielą i babcią Zofią (babcia zapewne wolniej się poruszała, zięć poleciał do przodu) skierowali się w stronę Domu Ludowego. Władza z ciocią Anielą weszły do szkoły i ukryły się razem z nauczycielką Eulalią Wendlową, natomiast babcia Zofia, postanowiła ukryć się gdzie indziej i pobiegła w stronę kościoła, tam napotkała księdza Szczepana. W zamku niestety byli już banderowcy i Romachowie na dziedzińcu wpadli w ich ręce. Tuż przy ogrodzeniu dworku księżnej Lubomirskiej stał garaż. Rano gdy wszystko ucichło, ludzie zaczęli nawzajem się poszukiwać, w garażu tym odkryto zmasakrowane ciało Antoniego Romacha (lat 40). Był rozebrany do naga, miał wydłubane oczy, obcięty język i męskie narządy. Zwęglone zwłoki mamy Marii ( lat 38), siostry Czesławy i brata Albina, ocalała córka Władysława Romach, znalazła w spalonym obok magazynie, który Niemcy wykorzystywali jako pomieszczenie gospodarcze. Księżna Lubomirska w czasie owego napadu nie zamieszkiwała już w swoim dworku. Opuściła Czerwonogród tuż przed wybuchem wojny, kiedy było już wiadomo, że Hitler chce napaść na Polskę. W naszym gospodarstwie uratowało się trochę zboża w komorze, trzeba było połatać nadpalone worki i szykować  się do wyjazdu. Nie spalił się nasz wóz, u stryja uratowano dwa konie. Konie uratowała ciocia, zamiast uciekać w wyznaczone miejsce, otworzyła oborę i  zaczęła wyprowadzać dobytek wiążąc je w sadzie. Sama nie zdążyła już uciec przed atakującymi banderowcami, postrzelona w plecy ukryła się na podwórku w ubikacji. Takim oto sposobem przeżyła i stała się bezpośrednim świadkiem zamordowania Antoniego Romacha. Doskonale słyszała odgłosy z placu zamkowego na którym w okrutny sposób kaleczono i zamordowano Antoniego. Zaraz po pogrzebie pomordowanych ludzie zaczęli wyprowadzać się do Zaleszczyk i do Tłustego. Przed Wielkanocą 1945 roku opuściliśmy na zawsze naszą ojcowiznę, nasz ukochany Czerwonogród, dotarliśmy do miasteczka Tłuste. Zamieszkaliśmy razem z rodziną cioci Karoliny Kutkowskiej w pożydowskim domu. Zaczęliśmy w sowieckim urzędzie załatwiać dokumenty wyjazdowe – kartę majątkową i kartę ewakuacyjną. W papierach mieliśmy napisane, że miejscem docelowym naszego transportu ma być województwo katowickie. Wiedziałam, że Katowice są w Polsce, więc byliśmy pewni, że jedziemy do swoich, nie na Sybir. Pierwszy transport z Tłustego wyjechał już w lutym 1945 roku, dotarł jedynie w okolice Przemyśla, dalej nie mógł, trwała jeszcze wojna, dopiero co oswobodzono naszą stolicę Warszawę. Nasi współlokatorzy – Kutkowscy, wyjechali drugim transportem 3 czerwca, my trzecim 5 czerwca 1945 roku. Jechaliśmy ponad tydzień odkrytym wagonem razem ze stryjem Stanisławem. Wcześniej musieliśmy w pewnym sensie oszukać władze sowieckie. Stryj miał 2 krowy, 2 konie i inne zwierzęta, nasze wszystko poszło z dymem. Sowieci nie pozwalali stryjowi zabrać wszystkiego, wobec czego jednego konia zapisali na nas, krowę na ciotkę i takim oto sposobem stryj, gdy dotarł na zachód, stał się od razu pełno wartościowym gospodarzem. My przyjechaliśmy z gołymi rękami – nie do końca, nie mieliśmy konia, ale mieliśmy furmankę, na którą załadowaliśmy cały dobytek trzech naszych rodzin. Kiedy dotarliśmy w końcu na stację Kattowitz  sądziliśmy, że od razu każą nam się rozładowywać, a tu cisza. W nocy budzimy się, parowóz gwiżdże i sapie, jedziemy dalej. Gdzie nas wiozą, nikt nie wie. Podobno ktoś ostrzegł naszych ludzi, by nie wysiadać i jechać dalej, tam gdzie zawieźli nasz drugi transport. Rano przez szpary w deskach widzimy napis na stacji – Oppeln. Skierowali nas na bocznicę, patrzymy jakaś okrągła wieża (Piastowska), czyżby tutaj było nasze miejsce. Podchodzą do wagonów miejscowi, straszą nas – gdzie wy jedziecie, tam dalej na zachodzie w lasach pełno jeszcze niemieckiego wojska, jak was banderowcy nie wymordowali, to na pewno wystrzelają was hitlerowcy. Pociąg ruszył i po niedługim czasie zatrzymał się na kolejnej bocznicy – Poppelau (Popielów). Siedzimy, nikt do nas nie podchodzi, nikt nie powie co mamy robić, gdzie mamy iść ? Niebawem wyszło dwóch sołdatów i женщина железнодорожник, oni zaczynają strzelać jakby na wiwat krzycząc – все высадилис на платформy. Wyładowaliśmy wszystko na peron, dalej nie wiadomo co robić ? W nocy jakieś krzyki – ruscy napadli na naszych ! Podchodzi do mnie sołdat i wrzeszczy, nikt go nie rozumie, wzywam stryja a on od razu do niego rosyjsku – wy tu czego ? Stryj mówił biegle po rosyjsku, gdyż w czasie pierwszej wojny światowej służąc w austriackim wojsku, dostał się do sowieckiej niewoli. Rano zaprzęgliśmy konie, załadowaliśmy powtórnie dobytek na wóz i w drogę. Idzie drogą dwóch chłopców, pytają nas skąd przyjechaliśmy. W zachodnim kierunku jest taka wieś Śmiechowice, to niedaleko Popielowa, tam jest dużo waszych ludzi. Cześć ludzi osiedliła się już Lubszy – wyjaśnili. Byłam zdziwiona, skąd tacy młodzi chłopcy, tak dobrze znali ten teren. Dotarliśmy wreszcie do owych Śmiechowic. Tato znalazł fajne gospodarstwo i zaczął gospodarzyć, jednak niedługo, w trzy lata po przyjeździe zmarł. W 1955 roku wyszłam za mąż za wdowca Jana Kukurowskiego z Łosiowa, kresowiaka pochodzącego z Wołynia. Mąż wychowywał już 13-letniego syna Edwarda. Niebawem nam urodził się syn Stanisław, gdy dorósł ożenił się i odtąd mieszka z rodziną we Wrocławiu. Tu w Łosiowie rozpoczęłam działalność społeczną. Szybko znalazłam wspólny język z łosiowskimi kobietami, prowadziliśmy różnorodną działalność w Kole Gospodyń Wiejskim. Zrobiliśmy wiele dla naszego środowiska, gdy pełniłam przez 32 lata funkcję Przewodniczącej KGW. Jako kolektyw byliśmy wielokrotnie wyróżniani i nagradzani na szczeblu powiatowym i wojewódzkim. Wiele dobrego doznałam od ludzi i w ten sposób chciałam spłacić swój dług wdzięczności dla dobra wszystkich mieszkańców mojego Łosiowa.

Wspomnień wysłuchał  – Eugeniusz Szewczuk

http://79.96.10.70/ksiBTX/index.php/historia/230-moje-kresy-stanislawa-kukurowska-cz-4

======================================

===============

===============

=======================
Dzieci polskie w rzezi wolynskiej
++++++++++++++++
Akcja Wisla byla potrzebna
Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

Archives

Blog Stats

  • 573,488 hits
April 2017
M T W T F S S
« Mar   May »
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Support Justice 4 Poland Here

Buy Now Button with Credit Cards

Your support finances this information into existence. In order for this blog to survive I would appreciate your small contribution. Thank you kindly.
=====

Wasze wsparcie umożliwia istnienie tego bloga. Jeśli identyfikujesz się z celami naszego bloga wesprzyj nas darowizną poprzez system PayPal.
Jesteśmy wdzięczni za skromne donacje.
Dziękujemy

Follow Justice4Poland on WordPress.com

All information, data, and material contained, presented, or provided on justice4poland.com is for educational purposes only. It is not to be construed or intended as providing medical or legal advice. Any views expressed here-in are not necessarily those held by justice4poland.com

ENOUGH LIES

DOSYĆ KŁAMSTW

Walczmy z przejawami antypolonizmu

Wirtualna Polonia BIS im. Włodka Kulińskiego

" - Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i Ojczyźnie podnieśliśmy głowy."

AdNovum

Prawda zawsze zwycięża

Paradigm Shift 101

Looking at the world in a different light

WIERNI POLSCE SUWERENNEJ

Strona Stowarzyszenia Wierni Polsce Suwerennej

Niezłomni.com

Connecting true geography and detailed unfolding of wide variety of crimes perpetrated by German/Ukrainian Nazis and communist Soviet Union on the Polish nation.

Niezależne Media Podlasia

Just another WordPress.com site

SKRiBH

zeskrobywanie nieprawdy i czepianie się słów

Connecting true geography and detailed unfolding of wide variety of crimes perpetrated by German/Ukrainian Nazis and communist Soviet Union on the Polish nation.

Wirtualna Polonia BIS im. Włodka Kulińskiego

" - Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i Ojczyźnie podnieśliśmy głowy."

AdNovum

Prawda zawsze zwycięża

Paradigm Shift 101

Looking at the world in a different light

WIERNI POLSCE SUWERENNEJ

Strona Stowarzyszenia Wierni Polsce Suwerennej

Niezłomni.com

Connecting true geography and detailed unfolding of wide variety of crimes perpetrated by German/Ukrainian Nazis and communist Soviet Union on the Polish nation.

Niezależne Media Podlasia

Just another WordPress.com site

SKRiBH

zeskrobywanie nieprawdy i czepianie się słów

Connecting true geography and detailed unfolding of wide variety of crimes perpetrated by German/Ukrainian Nazis and communist Soviet Union on the Polish nation.

Wolna Polska - Wiadomości

Connecting true geography and detailed unfolding of wide variety of crimes perpetrated by German/Ukrainian Nazis and communist Soviet Union on the Polish nation.

Spory o historię i współczesność

Prywatny blog historyczny Bohdana Piętki

Polskie prawo czy polskie prawie

Connecting true geography and detailed unfolding of wide variety of crimes perpetrated by German/Ukrainian Nazis and communist Soviet Union on the Polish nation.

ProstoPoPolsku

Connecting true geography and detailed unfolding of wide variety of crimes perpetrated by German/Ukrainian Nazis and communist Soviet Union on the Polish nation.

Wiadomości

Connecting true geography and detailed unfolding of wide variety of crimes perpetrated by German/Ukrainian Nazis and communist Soviet Union on the Polish nation.

Connecting true geography and detailed unfolding of wide variety of crimes perpetrated by German/Ukrainian Nazis and communist Soviet Union on the Polish nation.

Vanishing American II

OURSELVES AND OUR POSTERITY

Jewish Racism

Connecting true geography and detailed unfolding of wide variety of crimes perpetrated by German/Ukrainian Nazis and communist Soviet Union on the Polish nation.

Myśl Polska

Connecting true geography and detailed unfolding of wide variety of crimes perpetrated by German/Ukrainian Nazis and communist Soviet Union on the Polish nation.

%d bloggers like this: